Epidemia cholery na Kubie

UWAGA, UWAGA!
Na Kubie panuje epidemia cholery. Nie odradzam jeszcze podróży na Kubę, ale musicie wziąć to pod uwagę, jeśli wybieracie się na wyspę. Przy zachowaniu środków ostrożności będziecie bezpieczni, ale należy zweryfikować plan podróży i koniecznie pić wodę tylko butelkowaną, żadnych napojów "z ulicy".

Z tego, co wiem, polskie media nic na ten temat do tej pory nie podawały. Trudno się zresztą dziwić - jedyna wzmianka w mediach kubańskich pojawiła się tydzień temu, 3 lipca, w wydanym przez Kubańskie Ministerstwo Zdrowia oświadczeniu i później dzienniku Granma. Doniesiono wówczas o kilkudziesięciu zachorowaniach i trzech zgonach w Manzanillo, na południowym-wschodzie wyspy.

Z Manzanillo epidemia rozprzestrzeniła się bardzo szybko na całe Oriente, przez Santiago de Cuba, Guantanamo po Bayamo. Tylko do 5 lipca zanotowano już 16 zgonów we wschodnich prowincjach. W piątek i sobotę zmarły kolejne dwie osoby w jednym ze szpitali w Santiago de Cuba - podał niezależny dziennikarz Walter Clavel Torres. Wiele jest hospitalizowanych - część tylko na obserwacji, ale część już na oddziałach intensywnej terapii.

Z ostatnich informacji zebranych od dziennikarzy niezależnych zebranych do wczoraj, 10 lipca, wynika, że zachorowań są setki, a zgonów już - niestety - dziesiątki. Niezależny dziennikarz Calixto Martinz, który jako pierwszy poinformował o wystąpienia przypadków cholery na Kubie, utrzymuje, że w chwili obecnej jest ponad 3000 osób zakażonych, a zmarło co najmniej 20. Twierdzi także, że zanotowano przypadki zachorowań w Santa Clara, Trinidad i Sancti Spiritus. W ciągu tygodnia choroba dotarła na drugi koniec wyspy - do Hawany. Wczoraj potwierdzono pierwszy zgon na skutek cholery w stolicy Kuby.

Szpitale, w których odnotowuje się przypadki zachorowania, są pod ścisłym nadzorem Narodowej Policji Rewolucyjnej (PNR). Zabronione są odwiedziny chorych i wejścia na teren szpitali jakichkolwiek osób postronnych. Wszyscy pracownicy szpitali zobowiązani są do nieudzielania informacji. Ktokolwiek, kto na ulicy odważa się mówić na temat epidemii, jest zatrzymywany i zabierany na komisariat, celem przesłuchania, a de facto zastraszenia, wg informacji uzyskanych od Enrique Piñero z Manzanillo. Doszło nawet do tego, że władza chcąc zataić rzetelne informacje, nie mówi o przypadkach cholery, tylko o przypadkach "ostrej biegunki", o czym doniosła z Camagüey María Sánchez.

Oczywiście władzy bardzo zależy na ukryciu prawdy, aby nie wywoływać paniki wśród turystów, których pieniądze w znacznym stopniu zasilają kubańską gospodarkę. Sytuacja jest tym bardziej poważna i niebezpieczna, że wkrótce na Kubie rozpoczyna się karnawał, który od kilku lat cieszy się coraz większym zainteresowaniem osób przybywających z zagranicy. Brak infrastruktury wodociągowej, toalet, oczyszczlani ścieków, jakichkolwiek środków odkażających wodę dostępnych dla społeczeństwa czy form zabezpieczania ujęć wody pitnej, może mieć katastrofalne konsekwencje. Na domiar złego zatajnie sytuacji przez władze, może przekształcić się w "karnawał śmierci", jak go już nazywają sceptycy.

8 lipca władze Meksyku ogłosiły stan podwyższonej gotowości epidemiologicznej na lotniskach w Meridzie i Cancun. Wszyscy przylatujący z terytorium Kuby są przepytywani na temat występowania u nich objawów cholery. Dziennik Diario de Yucatán de México w poniedziałkowym artykule "El cerco al cólera", zwrócił się z oficjalnym zapytaniem do władz odnośnie dalszych kroków i ewentualnego zawieszenia lotów pomiędzy krajami. Jak dotąd głos w sprawie zabrał tylko rzecznik Sekretariatu ds. Zdrowia Jukatanu, Luis Vázquez, mówiąc, że "dotychczas żadna z przybywających osób nie miała najmniejszych oznak choroby".

Ostatnie przypadki cholery na Kubie były notowane w 1882 roku. Przypuszcza się, że obecna fala zachorowań przybyła na Kubę z Haiti, które zmaga się z tą epidemią do października 2010 roku. Na Haiti bowiem pracują Kubańczycy (głównie lekarze), których rząd wysłał do pomocy i odbudowy kraju po trzęsieniu ziemi. Szacuje się, że w wyniku zakażenia zmarło na Haiti ponad 5,5 tysiąca osób, a 130-150 tysięcy zostało zakażonych bakterią.

Mam nadzieję, że na Kubie choroba nie zbierze takiego żniwa...

UPDATE: 30 sierpnia 2012
Kubańskie Ministerstwo zdrowia ogłosiło, że ogniska cholery zostały całkowicie wyeliminowane. Podają, że odnotowano 417 przypadków zachorowań, a od wykrycia ostatniego minęło już więcej niż 10 dni, co oznacza, że choroba nie rozprzestrzenia się.

4 komentujących. Skomentujesz?:

  1. Hmm a we wtorek mam wylot na Kubę...

    OdpowiedzUsuń
  2. i jak to jest z ta epidemia, jest bardzo zle?? turysci przylatuja czy nie? ja mam 4 tygodnie do swojego wyjazdu, wiec mam nadzieje, ze sytuacja juz sie wyklaruje i bedzie mozna spokojnie poleciec na wymarzony urlop!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że turyści przylatują - Kuba nie zamknie granic, bo turystyka to dla kraju główne źródło utrzymania. Póki co epidemia nie przybrała gigantycznych rozmiarów, bo kubańskie władze naprawdę stosują wszelkie możliwe środki by zapobiec jej rozprzestrzenieniu. W ostatnich dniach kwarantannie poddana została cała prowincja Granma, nie można z niej nikomu wyjechać pod groźbą 5 lat więzienia.

      Jako turysta należy zachować szczególną ostrożność przy spożywaniu jedzenia i wody: jedzenie tylko w hotelowych restauracjach lub przygotowywane samemu, woda tylko butelkowana, a najlepiej butelkowana przegotowana; ponadto częste mycie rąk.

      Usuń
  3. Czy ktoś wrócił ostatnio z Kuby i może napisać jaka jest tam sytuacja epidemiologiczna. Planuję wyjazd na własną rękę niebawem i jest lekka obawa.

    OdpowiedzUsuń